|
|
|
|
||||||
|
|
||||||||
| Świadectwa
S. Ryta Ludwika Pawlak odeszła do domu Ojca
Siostra Ryta Ludwika Pawlak zmarła 15. 03. 2009
Życiorys S. Ryty Ludwiki Pawlak Urodziłam się 29 września 1915 w Polsce, w Doruchowie, województwo poznańskie (obecnie województwo wielkopolskie), archidiecezja poznańska. W domu byłam najmłodsza z ośmiorga rodzeństwa. Rodzice moi mieli duże gospodarstwo rolne, byli najbogatszymi w Doruchowie. Moja mama Anna z domu Gomółka umarła kiedy miałam 4 lata, wcale jej nie pamiętam. Ojciec mój Jakub umarł kiedy miałam 12 lat. Wychowywała mnie najstarsza siostra ze szwagrem, oni byli dla mnie jak rodzice. Po ukończeniu siedmiu klas szkoły podstawowej pozostałam w domu na gospodarstwie. Pracowałam razem ze swoją siostrą i szwagrem. W tym samym czasie dużo czytałam Pisma Świętego i wsłuchiwałam się w słowa Pana Jezusa. Posłuszeństwo Pana Jezusa Ojcu pociągało mnie i zadziwiało. Kiedy więc usłyszałam głos swojego powołania żeby iść za Jezusem, umocniona Jego łaską zdecydowanie poszłam za Nim pomimo propozycji zamążpójścia. Nie wiedziałam do jakiego zgromadzenia mam wstąpić. Przypadkowo znalazłam w gazecie ogłoszenie i adres Zgromadzenia Sióstr Misjonarek św. Rodziny. Nie zastanawiając się długo zaczęłam robić przygotowania i 18 stycznia 1936 roku mając niespełna 21 lat wstąpiłam do Zgromadzenia w Ratowie i rozpoczęłam postulat. Do nowicjatu zostałam przyjęta 14.08.1936 roku. Pierwszą profesję zakonną złożyłam 15.08.1937 roku w Ratowie. Po złożeniu pierwszej profesji zostałam skierowana do zawodowej szkoły Ogrodniczo-rolniczej w Trzepowie koło Płocka. Po zakończeniu szkoły w 1939 roku Zgromadzenie posłało mnie do pracy w Pińsku (Kresy Wschodnie). W Pińsku siostry pracowały w szpitalu powiatowym przy ul. Bernardyńskiej. Do pracy w szpitalu siostry zostały zaproszone przez władze miasta. Początkowo przez krótki czas pracowałam z drugą siostrą w kuchni szpitalnej, pózniej powierzono mi pracę w magazynie z ubraniami i bielizną szpitalną (gdzie przepracowałam aż do otrzymania emerytury, to jest do 1976 roku. Za tą długoletnią i sumienną pracę w szpitalu przyznali mi nawet medal - (Weteran truda). W dwa miesiące po moim przyjezdzie do Pińska wybuchła II Wojna światowa. W czasie działań wojennych pracowałyśmy na swoich odcinkach w szpitalu, ale już przebrane po świecku, ponieważ po wkroczeniu do Pińska Armii Czerwonej władza sowiecka zabroniła siostrom chodzić w strojach zakonnych. Zaczęły się masowe aresztowania i wywózki niewinnych ludzi na Syberię i do Kazachstanu. Jedna z naszych sióstr s. Bernarda Mosakowska pielęgniarka, również została aresztowana i skazana na 8 lat, wywieziona do obozu pracy do Kazachstanu. Po zakończeniu wojny w1945 roku siostry zostały zmuszone wyjechać do Polski. Ja natomiast z s.Anzelmą Anną Pycz postanowiłyśmy zostać w nowych warunkach (w Związku Radzieckim) i trwać na posterunku nie zważając na trud i prześladowania czekając z wiarą i zaufaniem Opatrzności Bożej na lepsze czasy. Z początku zamieszkałyśmy w wynajętym mieszkaniu, a później żyłyśmy razem ze staruszkami, było to małżeństwo w bardzo podeszłym wieku i potrzebowali pomocy. Opiekowałyśmy się nimi do śmierci, oni zapisali swój domek na nas. Po ich śmierci miałyśmy już własny kąt. Później opiekowałyśmy się panem organistą i jego żoną, doglądałyśmy ich do końca. Jak pamiętam, to ciągle opiekowałyśmy się różnymi starszymi chorymi osobami. Służyłyśmy ludziom jak umiałyśmy i na ile pozwalał nam czas po pracy zawodowej. W nowych warunkach w pracy nie było mi lekko, musiałam nauczyć się języka rosyjskiego. W środowisku byłyśmy śledzone, czy nie prowadzimy jakiejś religijnej działalności. Milicja wiedziała, że jestem manaszką. Kiedyś wezwali mnie i pytają czy nią jestem, ja odpowiedziałam, że tak jestem manaszką i dodałam, a co wam ta manaszka złego zrobiła, jeśli coś zrobiła złego to ją aresztujcie. Dali mi spokój. Od 1949 roku do 1954 nie było w Pińsku księdza. W życiu duchowym brakowało nam Mszy św., Komunii św., spowiedzi, księża byli aresztowani i zesłani do obozów pracy. Raz na jakiś czas przyjeżdżał ksiądz z Ukrainy. My codziennie zbieraliśmy się w kościele na modlitwie, oczywiście bez księdza. W dni powszednie do kościoła przychodziło tylko kilka osób, w niedzielę zbierało się nieco więcej ludzi. W czasie naszych modlitw na ołtarzu leżał ornat i zapalone świece. Kościół katedralny w Pińsku był zawsze w rękach wiernych. Były naciski władzy by kościół odebrać. Władze miejscowe nakładały na kościół wysokie podatki. Komitet kościelny z parafianami nie dopuścił jednak do zdewastowania i odebrania świątyni. Wierni odważnie bronili katedry i z poświęceniem zbierali pieniądze. Razem z siostrą Anzelmą prowadziłyśmy życie wspólne mimo, że nasze śluby czasowe już wygasły, wspólnie modliłyśmy się. Miałyśmy wspólną kasę, z której wspomagałyśmy kościół jak również nasz dom w Wilnie. Każdy miesiąc wysyłałyśmy ośmiu kilogramową paczkę żywnościową (więcej nie było wolno) s.Bernardzie do Kazachstanu przez cały czas jej pobytu w obozie pracy. Wiedziałyśmy, że s. Bernarda dzieliła się z więzniami tym co otrzymywała, więc przygotowywałyśmy specjalne paczki tak, żeby siostra mogła dać coś również innym. Nie było możliwości katechizować, dzieciom było zabronione chodzić do kościoła. Nauczyłam się jednak pisać na maszynie i przepisałam kilka tysięcy katechizmów polsko-rosyjskich, które sukcesywnie były rozdawane. Po wygaśnięciu ślubów czasowych przebywałam stale poza granicą Polski, gdzie znajdowało się całe nasze Zgromadzenie i władza zakonna. W Związku Radzieckim zostało nas tylko kilka sióstr. Kontakt ze Zgromadzeniem był utrudniony, ale wszystko jedno utrzymywałyśmy go listownie. Kilka razy zwracałyśmy się z prośbą o złożenie ślubów wieczystych i w końcu przyszedł czas. Zostało zaplanowane, że profesję wieczystą złożymy w czasie naszego najbliższego gościnnego pobytu w Polsce w Domu Głównym naszego Zgromadzenia 25 lipca 1972 r w Komorowie. Po wizycie w Polsce wracałyśmy do Pińska jako profeski wieczyste Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Św. Rodziny, byłyśmy szczęśliwe. Od grudnia 1975 r zostałam sama, ponieważ S. Anzelma nagle zmarła. Pracy wciąż przybywało. W 1981 r zostałam wybrana do Komitetu Kościelnego jako księgowa. Prowadziłam ksiązki kasowe - przychody, rozchody. Wszystko musiało się zgadzać, często przychodziła inspekcja podatkowa i wszystko sprawdzała. Kiedy Ksiądz Kazimierz Świątek, obecny Kardynał rozpoczął remont katedry, to jeszcze więcej było tych różnych rozliczeń. Przybyło również pracy fizycznej. Razem z wiernymi pomagałam przy remoncie katedry, chodziłam po gzymsach z odkurzaczem na dużych wysokościach, Az się teraz sama sobie dziwię, że się nie bałam, bo przecież miałam już 69 lat. Każdy dzień wynosiliśmy gromady gruzu i sprzątaliśmy cały kościół. Pracy było dużo. Po kilku latach życia w pojedynkę dojechała do mnie druga siostra, a w 1991 r, kiedy można było już swobodnie przyjeżdżać siostrom z Polski, wspólnota została powiększona o następne siostry. Czas się wrócił, znów jestem we wspólnocie sióstr i powróciła wolność sumienia i wyznania. Z perspektywy lat widzę teraz, jak ten drugi czas bycia poza Zgromadzeniem i dzielenia życia religijno duchowego z katolikami, którzy pozostali, przynosi teraz owoce. Porównuję ten czas z trzydziestoma latami życia Jezusa w Nazarecie. Życia ukrytego, cichego, posłusznego, z całkowitym zaufaniem Bogu. S. Ryta Ludwika Pawlak
Obecnie mam 87 lat i cieszę się, że dalej mogę służyć drugiemu człowiekowi, mimo tak podeszłego wieku. Po drodze, idąc do kościoła, zachodzę do dawnej swojej znajomej, pani Roberty i zabieram ją ze sobą, jej samej jest bardzo trudno się wybrać, noszę jej obiady, kiedy ona gorzej się czuje, odwiedzam, oczywiście na ile starczy mi sił. Moim hobby było i jest ogrodnictwo, gdy byłam młodsza, miałam szkółkę drzewek owocowych, teraz z pomocą sióstr uprawiam jeszcze mały ogródek i cieszę się, gdy patrzę na siostry i na to, jak wszystko rośnie i dziękuję Panu Bogu, że jest tak dobry i hojny w swoich darach.
|
|
|
|
|
| Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Św. Rodziny na Wschodzie |
|